W wielu przedsiębiorstwach dane są wszędzie, tylko nie zawsze tam, gdzie powinny być. Część trafia do Excela, część zostaje w systemach maszyn, część zapisują pracownicy, a część pojawia się dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś niepokojącego. W efekcie firma wie dużo, ale często z opóźnieniem.
To jeden z powodów, dla których coraz większe znaczenie ma IoT w firmie, czyli Internet Rzeczy. Nie chodzi przy tym o modne hasło technologiczne ani o wdrażanie skomplikowanych systemów tylko po to, żeby „być cyfrowym”. Sens IoT zaczyna się tam, gdzie technologia pozwala automatycznie zbierać dane, szybciej zauważać problemy i na tej podstawie ograniczać koszty operacyjne.
Dane bez ręcznego przepisywania
Najprostszy przykład? Zużycie energii.
W firmie, w której kilka razy dziennie trzeba spisywać wskazania liczników, samo zbieranie danych zabiera czas. Potem ktoś musi je wpisać do arkusza, sprawdzić, przygotować zestawienie i dopiero wtedy wyciągnąć wnioski.
Po wdrożeniu odpowiednich czujników ten proces może odbywać się automatycznie. System zbiera informacje na bieżąco i pokazuje, kiedy zużycie rośnie, które urządzenia pracują najbardziej intensywnie i gdzie pojawiają się odchylenia.
To właśnie w tym miejscu automatyzacja zbierania danych zaczyna przekładać się na pieniądze. Nie dlatego, że firma przestaje zatrudniać ludzi, ale dlatego, że ich czas nie jest zużywany na powtarzalne czynności, które może wykonać system.
Podobnie może wyglądać monitorowanie temperatury, wilgotności, ciśnienia, czasu pracy urządzeń, liczby cykli produkcyjnych czy poziomu zapasów.
IoT pozwala zobaczyć to, czego wcześniej nie było widać
Jedną z największych wartości Internetu Rzeczy jest dostęp do danych w czasie zbliżonym do rzeczywistego.
To ważna różnica.
Jeśli przedsiębiorstwo dowiaduje się o wzroście zużycia energii dopiero z miesięcznego raportu, może już od kilku tygodni ponosić niepotrzebne koszty. Jeśli natomiast system pokaże nagłą zmianę od razu, można szybciej sprawdzić, co się dzieje.
Podobnie jest z pracą maszyn.
Urządzenie nie zawsze psuje się z dnia na dzień. Często wcześniej pojawiają się sygnały: rosnąca temperatura, większe drgania, nietypowy pobór energii czy zmiana parametrów pracy. Jeśli firma potrafi je wychwycić, może zaplanować serwis zanim dojdzie do awarii.
To podstawa predykcyjnego utrzymania ruchu, które ma jedno bardzo praktyczne założenie: lepiej zareagować wcześniej niż zatrzymać produkcję wtedy, kiedy nikt się tego nie spodziewa.
Najdroższe bywają nie same awarie, ale ich konsekwencje
Koszt naprawy urządzenia to tylko jedna część problemu. W praktyce przestój może oznaczać niewykonane zamówienia, przesunięcie terminów, konieczność reorganizacji pracy, dodatkowe nadgodziny albo straty materiałowe.
Dlatego IoT w przemyśle coraz częściej wykorzystuje się nie tylko do zbierania danych, ale też do przewidywania sytuacji, które mogą wygenerować dodatkowe koszty.
Podobny mechanizm działa w logistyce i magazynach. Czujniki mogą monitorować warunki przechowywania towarów, lokalizację komponentów albo poziom zapasów. System może poinformować o przekroczeniu temperatury lub o tym, że ilość danego materiału zbliża się do ustalonego minimum.
Dzięki temu decyzje są podejmowane wcześniej, a nie dopiero wtedy, gdy pojawia się problem.
Nie zawsze potrzeba nowych maszyn
Jednym z mitów związanych z cyfryzacją jest przekonanie, że wdrożenie IoT oznacza konieczność wymiany całego parku maszynowego.
W wielu przypadkach tak nie jest.
Starsze urządzenia można doposażyć w czujniki zbierające podstawowe dane o ich pracy. Oczywiście zakres możliwości zależy od konkretnej maszyny, procesu i infrastruktury, ale sama idea jest prosta: najpierw trzeba ustalić, jakiej informacji brakuje firmie, a dopiero potem dobierać technologię.
To ważne, bo wdrożenie IoT w przedsiębiorstwie nie powinno zaczynać się od pytania np.: „Jakie czujniki możemy kupić?”.
Lepsze pytanie brzmi: „Gdzie dziś tracimy pieniądze i jakie dane pomogłyby nam to ograniczyć?”.
Od małego pilotażu do większej zmiany
Dla wielu firm najlepszym rozwiązaniem nie będzie od razu kompleksowa cyfryzacja całego zakładu.
Znacznie łatwiej rozpocząć od jednego konkretnego procesu.
Może to być linia produkcyjna, na której często występują przestoje. Maszyna generująca wysokie koszty energii. Magazyn wymagający stałej kontroli temperatury. Albo raport, który co tydzień kilka osób przygotowuje ręcznie.
Taki pilotaż pozwala sprawdzić nie tylko, czy technologia działa, ale przede wszystkim, czy daje firmie realną korzyść.
Jeżeli dzięki rozwiązaniu można zmniejszyć czas potrzebny na raportowanie, szybciej wykryć nieprawidłowości albo ograniczyć zużycie zasobów, wtedy łatwiej podjąć decyzję o rozszerzeniu systemu na kolejne obszary.
Technologia sama nie obniży kosztów
To chyba najważniejszy punkt całej dyskusji o IoT.
Samo zbieranie danych nie jest jeszcze cyfryzacją, a duża liczba wykresów nie oznacza, że firma działa efektywniej.
Wartość pojawia się dopiero wtedy, kiedy dane prowadzą do konkretnego działania.
Jeśli system pokazuje, że jedna z maszyn regularnie pobiera więcej energii, ktoś powinien sprawdzić dlaczego. Jeśli widać powtarzające się przestoje, trzeba znaleźć ich przyczynę. Jeśli dane pokazują, że część urządzeń nie jest w pełni wykorzystywana, warto przeanalizować organizację pracy.
Dlatego Internet Rzeczy w przedsiębiorstwie powinien być traktowany jako narzędzie do lepszego zarządzania, a nie jako cel sam w sobie.
Dobrze wdrożone IoT pomaga szybciej zbierać informacje, ograniczać ręczne raportowanie, lepiej wykorzystywać maszyny i reagować na problemy wcześniej. Właśnie w takich, czasem pozornie drobnych usprawnieniach, kryją się realne oszczędności.
Cyfryzacja nie zawsze musi więc zaczynać się od dużego projektu. Czasem wystarczy wybrać jeden proces, który kosztuje firmę zbyt dużo czasu lub pieniędzy, zacząć go mierzyć i dopiero na podstawie danych zdecydować, co zmienić.
Chcesz wiedzieć więcej - skontaktuj się z naszą Fundacją tutaj.
